|
|
|
Konkurs "Nasza Mała Ojczyzna w
opowiadaniach , legendach i baśniach"
|
Praca Wojtka Kuleja I miejsce w konkursie "Nasza Mała Ojczyzna w
opowiadaniach , legendach i baśniach".
W dawnych czasach, kiedy na terenie dzisiejszych Ostrów rosły potężne
lasy, a rozlewiska rzeczne tworzyły liczne wyspy ludzie szukali tutaj
schronienia przed najazdami Tatarów. W średniowieczu plemiona
tatarskie siały zniszczenia na polskich ziemiach. Po ich przejściu
zostawały tylko zgliszcza i śmierć. Właśnie w owych czasach mieszkańcy
z ziemi krakowskiej musieli uciekać przed pewną zagładą lub niewolą,
która była gorsza niż śmierć. Słusznie uznali, że rozlewiska rzeczne i
gęste lasy dadzą im schronienie. Hordy tatarskie niczym walec niszczyły
wszystko siejąc wokół strach, który potęgowały opowieści uciekinierów.
W końcu i w nasze strony dotarli najeźdźcy, jednak dzięki gęstej mgle,
która unosiła się nad ziemią Tatarzy nie dostrzegli osad ludzkich.
Uchodźcy, którzy się tu osiedlili postanowili, że zostaną tu na zawsze,
bowiem uznali tę ziemię za bezpieczną. Zaczęli karczować lasy i
uprawiać pola, które może nie były urodzajne, lecz pozwalały na
przeżycie. Rzeka dostarczała im wody oraz pożywienia, bowiem nie
brakowało w niej ryb i raków. Z czasem osada rozrastała się i potrzebne
były nowe połacie ziemi uprawnej. Należało ją przygotować, dlatego
karczowano lasy, a drewno z nich wykorzystywano do budowy domów oraz do
ich ogrzewania i gotowania strawy. Życie w osadzie biegło wolno, tak
samo jak wolno płynęła woda w pobliskiej rzece, która poprzez liczne
zakola tworzyła wyspy zwane po staropolsku "ostrowami", tak też zaczęto
nazywać nową osadę: Ostrowy. Czasy najazdów tatarskich minęły, a wieś
rozrastała się coraz bardziej. Ludzie mogli zacząć żyć spokojniej.
Ciągle jednak brakowało ziemi uprawnej. Chociaż nieprzebrane lasy
dawały mieszkańcom wiele pożywienia, a dzikiej zwierzyny było mnóstwo,
odczuwano braki w zbożu. Bo właśnie wtedy, kiedy nie znano jeszcze
ziemniaków, zboże było podstawą wyżywienia. Wytwarzano z niego mąkę
lub kaszę. Powiększając swoje pola, osadnicy wycinali grube sosny i
dęby. Gdy pewnego dnia ścinano ostatnie drzewa, jednemu z drwali
wyleciał z rąk topór i wpadł do błękitnych wód rzeki. W mowie
staropolskiej topór zwany był "okszą". Pomimo poszukiwań, topór
przepadł bez śladu. Tak jak wcześniej, rzeka dała schronienie ludziom
przed najeźdźcami, tak teraz skutecznie ukryła w swoim nurcie narzędzie
drwala. Rzekę dzięki temu wydarzeniu nazwano Okszą. A topór spoczywa
do dzisiaj gdzieś wśród jej wód. Legenda głosi, że jeżeli się
odnajdzie, nastąpi koniec świata, więc najlepiej niech tam pozostanie.
|
|
|
|